środa, 10 lutego 2010

Traumreise i o tym, jak bardzo nie chce mi się wychodzić na mróz


Przedpołudnie. Gdzieś w połowie tygodnia. Temperatura na zewnątrz - 5 st. C. oprócz tego sypie śniegiem. I co? I na spacer młoda matko z wózkiem marsz. Koła skrzypią na mrozie, nos i policzki szczypią, ale dawaj... filtracja dziecka musi zaistnieć, przynajmniej raz dziennie. Młokos wygląda jak eskimos albo Neil Armstrong na księżycu, mama nie lepiej. Oboje czujemy się mało komfortowo w tych warstwach i warstewkach i choć Szymek pewnie już nie pamięta jak fikał gołymi nóziami w lipcu, to ja mu mówię, że nadejdzie znów taki czas, że "myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć".
W takie dni jak natrętna mucha towarzyszy mi myśl o dalekiej podróży, jak już Szymek będzie duży i będzie można go pod przechowanie babci jednej albo drugiej zostawić. Taka podróż znowu tylko we dwoje, koniecznie samolotem np. do Maroko.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz