Bo nie sztuką jest przyłożyć noworodka do cycka i powiedzieć - karmię piersią. Ale nie mieć przy sobie dziecka od porodu przez miesiąc a później nie móc go karmić cyckiem, bo małe nie ma siły ssać, a jednak móc powiedzieć - karmię piersią - to jednak mały wyczyn. I mi się udało.
Przez bite cztery miesiące bliższy niż własny mąż był mi laktator. Spotykaliśmy się średnio co 3 godziny. Randka trwała 0,5 godziny i obfitowała w butelki mleka.Bo mi kazali i chciałam. Bo gdyby nie Tomek, to by nie dało rady. Bo zciskałam zęby i dziś wiem, że słusznie.
Najpierw Szymek cycka nie chcał wziąć do buzi, bo z butli lepiej leciało. To co zrobił mój mąż? Siedział z nami na łóżku - Szymek ryk, Marta ryk - bite 6 godzin zabawa w kotka i myszkę - butla na zachętę do buzi, po chwili butla z buzi, cycek w dziób i ryk. I tak ryczeliśmy we dwójkę a Tomek ze stoickim spokojem mówił "Nie ma innej opcji, musi ssać cyca". Wieczorem skapitulowaliśmy - młody dostał butlę z odciągniętym mlekiem. Ale nazajutrz ukradkiem wsadziłam mu cycka w pyszczek i stał się cud - zassał jakby nigdy nic.
Po tygodiu ssania tylko cycka okazało się, że: Szymek stanął z wagą, ryczał częściej niż ustawa przewiduje (jak sie okazało z głodu) a mi ilość mleka spadła niemal do zera. I tu cenna uwaga dla przyszłych matek - zaglądajcie w ryjki swoich pociech, bo jak wynikło, Szymek miał "uwięziony jęzor", przez co nie mógł prawidłowo ssać. Ćumkał coś sobie dla dodania animuszu ale nic z tego nie wynikało, a raczej nie wypływało oprócz rosnącego głodu i złości.
No i znów przeprosiłam się ze strasznym laktatorem i tak kolejne dwa miechy - okres wyczekiwania na zabieg podcięcia wędzidełka, czyli uwolnienia języka Szymka. I tu nadmienię, że służba zdrowia w naszym kraju jest do d. bo na kasę chorych sprawa była nie do załatwienia, a ja - histeryczka - "Nie chce cycka jeść, to niech mu pani butlę da, też coś...."
a prywatnie poszło jak z płatka: tu stówka, tam stówka i już dziecko pięknie ciągnie aż do dziś. I bez cycka ani rusz.
Szymek zaczął ssać z sensem okolo 5 miesiąca. Dziś okres odciągania wspominam jako najgorszy, najbardziej uciążliwy i beznamiętny kierat ale wiem, że nie ja jedna..... - tu pozdrawiam gorąco koleżankę ze szpitala Anię D., która po części dzieliła mój los laktatorowej niewolnicy.
Teraz mamy problem w drugą stronę - jak to przerwać, żeby mama mogła wróćić do pracy, siorbnąć wina i takie tam...... ?
Tak było na początku
potem się chłopak usamodzielnił
a teraz mogę se czytać ksiażkę, dłubać w nosie albo wysyłać SMS'y
wszystko wynik ciężkiej pracy, o czym wiedzą tylko mamy wcześniaków.
Piękna historia. Podziwiam moją malutką Martusię, bo jest taaaka wielka :)
OdpowiedzUsuń