piątek, 12 lutego 2010

O słowotwórstwie słów kilka

Każda czynność i umiejętność człowieka powstaje na drodze ewolucji. Nikt od razu nie siadł, nie wstał, nie zrobił pierwszego kroku zanim sobie trochę nie popróbował najpierw. I tak proces nauki siadania, raczkowania, chodzenia u dzieci trwa miesiącami.
Ze słowami jest trochę inaczej. Szymek pierwszy konkret wyszeptał ( bo tak z logopedycznego punktu widzenia jest łatwiej). To było: TATA
no i co? Z miłości do męża mama nauczyła dziecko mówic "tata".
a potem bardzo szybo i na długo zapanowało NIE. A MAMA? A i owszem jest - w złości, zniecierpliwieniu, przez łzy, na głodzie i stojąc w rogu łóżeczka (tym rogu nabliżej wejścia, żeby szybko zostać podniesionym i wyjętym).
Potem pojawiło się DY-NA - neologizm zapewne skutecznie wbijanej mu do łebka przez babcię "Dany" (że babcia). A było i BA-BU ale szybko zniknęło.
A słowa wywołujące żabi rechot to:
miau,
KOT,
a psiu!
rach-ciach-prach (zawsze kojarzyć z tatusiem)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz