piątek, 19 lutego 2010

Polska kołtuńska

Nic tak człowieka optymistycznie nie nastraja do życia, jak budząca się wiosna. Może to trochę za wcześnie na tak dalece śmiałe stwierdzenie, że to już... Ale słonko tak pięknie przygrzało, coś tam na drzewach w górze zaświergoliło, na termometrze + 7 nagle się zrobiło...... Więc wskoczyliśmy z Szymkiem w nasze ZZK (Zimowe Zestawy Kombinezonowe) i jazda w pole, tzn. na spacer.
A cóż to był za spacer... slalomem przez chodnik upstrzony psimi odchodami. Czar budzącej się wiosny prysł z momentem przekroczenia progu klatki schodowej. Najpierw odurzył nas powiew świeżego powietrza, zaraz potem buchnął odór kocich siuśków i mokrego piachu (namiętnie rozsypywanego tej zimy przez panie sprzątające). Po kilku krokach dolatuje do nas smrodek śmietnikowy, a potem już psie pozostałości co krok. Skrzętnie więc omijamy: ta brązowa, tzn świeża, ta czarna - solidna, mocno mięsna dieta, ta żółta- wegetariańska i kilkudniowa, a ta biała - sucha karma i kilka dni leżakowania na chodnikowej płycie. Mijamy też inny wózek, tata w dziwnej półschylonej pozie zagląda pod pojazd i zamiast spacerować jeździ w te i we w tę i macza kółka w kałuży, znaczy - wdepnęli.
Po pierwszym okrążeniu mam serdecznie dość. Jasne, że przy takiej zimie trawników brak, no i gdzie te biedne pieski mają srać, jak nie na środek chodnika, ale moja mama jako właścicielka czworonoga jakoś potrafi zebrać psią kupę do woreczka a inni to co? Woreczków nie mają?
Na naszym osiedlu w każdej klatce wisi plakat:

srajacy piesek z napisem
KUPA WSTYDU
pod spodem łapka z szufelką i podpis
JUŻ NIE

Najwyraźniej treść trafiła do adresata jak serenada trafiłaby do głuchego. Jak widać nikt u nas kupy sie nie wstydzi. Jak widać mamy zasadniczy problem z rozumieniem najprostszych znaków:



Taka to właśnie Polska kołtuńska.

1 komentarz:

  1. Ech, mam u siebie to samo, tylko jeszcze pod śniegiem i nie czuć smrodziku :)
    Przeczytałam Twoje notki i będę czytać jeszcze :)
    Pozdrawiam.
    rozalka

    OdpowiedzUsuń