poniedziałek, 22 lutego 2010

O zmianach.... w uzębieniu i nie tylko



Czas leci, niczym z bicza trzasnął. Zaraz minie rok, jak mały szczerbol użera się z nami a my z nim. No, nie taki znowu szczerbol, bo oto nasz syn jest szczęśliwym posiadaczem dwóch górnych i dolnych jedynek. Zostawia piękne ślady na owocach twardych - w jabłuszkach rzeźbi długaśne cztery rowki. Niestety te cztery zęby to ciągle za mało, by targnąć się np. na schaboszczaka albo kromkę z serem. A oczy by jadły...  O pewnej już dojrzałości świadczy również fakt, że Szymek "się giba", czego za Chiny nie można oddać na żadnym zdjęciu. Faktem jest, że na odgłos dźwięków młody, jeśli akurat stoi zaczyna robić przysiady w rytm muzki i zawadiacko zawija kuprem na boki, a jeśli właśnie siedzi, to podryguje niczym hip-hopowiec miarowo zginając swój mikro tułów w pół. Takie to wygibasy odczynia do Niemena, Phila Colinsa i czegokolwiek, co ma jakąś melodię. Kolejny wyższy etap zaczynamy w sferze kuchennej - szafki już nie tylko służą do podtrzymywania się przy wstawaniu ale także do otwierania. Szymek niedawno odkrył, że mieszkają tam rondelki, siatki, pokrywki i mnóstwo innych rozkosznie chałasujących i szeleszczących rzeczy. W przedpokoju przystanek przy wózku - bo nic nie smakuje lepiej niż piasek wydłubywany paluchem spod kół, plus kapcie taty, oczywiście od podeszwy.  Do odkurzacza Szymon ma stosunek ambiwalentny. Jak stoi porzucony - podpełza do niego, wali w przyciski i szamocze za kabel albo podgryza rurę. Jak go włączyć, młody spiernicza w podskokach, jak najdalej maszyny, jak najbliżej maminiej nogi, żeby sie uczepić i rządać wywindowania w bezpieczne miejsce. Lecz w plebiscycie domowych sprzętów wciąż hitem pozostaje pralka. W tą Szymuś się gapi jak cielę w malowane wrota, byle się kręciła. Spływające po szklanych drzwiczkach stróżki wody i piany biją na głowę najlepsze choćby zabawki fisher price'a. Bo w ogóle najlepsze zabawki, to nie-zabawki.
A jeśli idzie o kulinaria to i tu nastąpiły zmiany. Odkąd Szymek zakosztował tatusinej grochówy, pożera ją z zapałem nie mniejszym jak Mamusia arbuzy. I delikatne zupki na cielęcince mogą się schować - grochówa na wędzonym boczku to potrawa godna by zasiąść do stołu!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz