niedziela, 20 czerwca 2010

Wieczorek zapoznawczy




A to już Szymon z panną Amelią z domu Jakóbczyk. Młody Buczer zachował się podczas sobotniej wizyty koleżanki niezwykle dżentelmeńsko: nie wyrywał zabawek, nie marudził, nie był zazdrosny o mamę ani o tatę, ze stoickim spokojem patrzył jak Amelka wali swoim różowym kubkiem w jego ulubiony motor (pewnie dlatego, że kubek był różowy). W rozdaniach chrupek kukurydzianych grzecznie czekał na swoją kolej i nieruchomiał, gdy mała koleżanka dotykała jego rączek i nosa. Ogólnie po miłym wieczorze, mama Marta zapragnęła dziewczynki do Buczerowego stadka, a tata Tomek chwycił się za głowę, jakby to on we własnej osobie miał nosić, karmić i przewijać ową dziewczynkę, tyć i chudnąć na przemian, rezygnować z pracy i siedzieć w domu przez kolejny ułamek swojego życia.


We mnie na szczęście i nieszczęście mojego męża coraz częściej budzi się drugi instynkt macierzyński. Baby jakoś tak mają. Mnie zaprogramowano na macierzyństwo. Mimo, że może czasem troszeczkę mnie ono przerasta, że wolałabym spakować walizę i pojechać w podroż albo chociażby na ciuchzakupy i dobrą kawę w samotności. Grunt to rodzinka i po niesfornej głowie na każdą rękę, jak pójdziemy na spacer.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz