wtorek, 1 czerwca 2010

Koniec pewnej ery




Oto moja ręka, a te ślady to mallinki, autorstwa nie mojego męża bynajmniej, a syna. Tak wygląda odstawianie od cycka. Szymuś w nocy próbował się przyssać ale bidulek nie trafił - ani za pierwszym ani za drugim podejściem.
Proces kończenia cycuśnej przyjemności był (!!!) z punktu widzenia Szymka koszmarem i tragedią antyczną: łzy jak grochy lały się strumieniami, złość mieszała z rozpaczą, lękiem, błaganiem i agresją. Wył i zawodził, odpychał walecznym gestem butlę z mlekiem, gryzł koce, poduszki i nasze nadgarstki. Po tygodniu skapitulował. Siorbie mleko z butli a do mamy tuli się wzdychając głęboko od czasu do czasu na wspomnienie o rajskim czasie strefy szengen maminych bluzek i staników.
Taki lajf.
Z mojego punktu widzenia był to tydzień trudny ale uczący konsekwencji rodzicielskiej i anielskiej cierpliwości. Tłumaczenia sobie w duchu, że żadna krzywda mu się nie dzieje. I nareszcie !!!
KONIEC
Zamknął się etap niemowlęcy, koniec mokrych bluzek, ciężkich cycków i wiszenia całą noc w jednej niewygodnej pozycji. Nasze życie unormowało się nieco. Lepiej sypiamy. A w Szymkowej hierarchii na bliższy plan wysunął się tata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz