Od trzech tygodni nieprzerwanie trwa weekendowe szaleństwo wyjazdowe. W związku z falą tropikalnych upałów (nareszcie i w końcu doczekaliśmy tego momentu !!) i istnieniem okolicznego pojezierza lubuskiego, co sobota i niedziela moczymy tyłki w Dąbiu, Goli i Niesulicach na przemian. Letnie szaleństwo trwa. Temperatury i frekwencja plażowiczów sięgają zenitu. Ciśniemy się na kocykach niczym sardynki w puszce, ale nic to, bo w zamian dostajemy choć 0,5 metra kwadratowego przyjemnie chłodnej wody na rozpaloną skórę. Najbardziej moczy się oczywiście najmłodszy z rodu B. - Szymek mógłby z wody w ogóle nie wychodzić. Załatwia tam wszystkie swoje potrzeby: chłodzenie, zabawę, potrzeby fizjologiczne (do wodoodpornego pampersa), pokarmowe (mama łazi za nim z łyżką) i ruchowe. Bo on nie z tych co klapną pupą przy brzegu i grzebią w pachu, o nie. On chodzi od grupki dzieci do grupki, ogląda zabawki, potem nagle puszcza się w głębię, nie zrażając się wzrastającym poziomem wody bynajmniej. My tylko patrzymy, czy między palcami nie urosły mu już błony od tego siedzenia w wodzie, no ale cóż, w końcu Szymek to rybka.
Noclegi Seszele
2 miesiące temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz