Po takim urlopie na usta ciśnie się tyko jedno: NARESZCIE W DOMU !!! Nie, żeby było aż tak źle, ale według mojego założenia, taki urlop dwutygodniowy bierzemy po to aby:
a) się wygrzać
b) odpocząć
c) się najeść bez gotowania
d) się nabyczyć po wszystkie czasy za cały następny rok
I o ile punkty c) i d) zostały zaspokojone, że tak się wyrażę " w całkowitości" o tyle a) i b) budzi pewne wątpliwości. Warum? Statystyki mówią same za siebie:
- ilość dni słonecznych na 14 spędzonych nad morzem: ino 4, przy czym z reguły świeciło tylko przez połowę dnia, druga połowa była ponura i zimna
- średnia temperatur: 9-11 stopni C. , brrrrrrr- ilość wyjść na plażę bez kurtki: 2
- ilość wyjść na plażę BOSO: 1 (!!!!!!)
ponadto temperatura zewnętrzna zmusiła kierownictwo ośrodka do grzania w kaloryferach pełną parą i dzięki Bogu bo były by to najzimniejsze wakacje w moim życiu.
Wróciliśmy bladzi, ja zmarźnięta, a Szymek z nowymi dwiema górnymi dwójkami.Ale mimo wszystko kilka pozytywów, ja-pesymistka aż do bólu zdołałam wyłowić:
- Szymek nawdychał się jodu, że hej, bo ponoć w taką pogodę fruwa go najwięcej i to na wysokości pół metra od ziemi, czyli do Szymkowego nosa akurat.
- Na bolączki związane z pogodą mogliśmy taplać się w basenie, Szymek odkrywał bąbelkowy świat jakuzzi a tatuś Tomuś oddawał się relaksacji saunowej - jednym słowem SPA na całego.
- Po raz pierwszy w życiu mieliśmy okazję zostać wymasowani ciepłymi kamieniami, co było szalenie relaksujące i kojące po kolejnych mżawkach, deszczach i wietrzyskach. Polecamy gorąco !!!!!
- Wędzonych kabanosków rybnych zjadłam ja za cały rok. Pyszne !!!!!
- A i z mężem spędziłam czasu za cały nadchodzący jego brak po powrocie do pracy.
Naszą pogodę ponoć sponsorował islandzki wulkan - pies go drapał, znów zbieramy na zagraniczne tropiki, a tu kilka fot z polskich Las Palmas ;) :
pierwsze wejście na plażę
Szymek zaraz skosztuje piachu
z falą w tle
taki ubiór obowiązywał przez resztę pobytu
Szymek szykuje się do kapieli
pływak gotowy, do startu, gotowi, start....
o ile tu bąbelków
one bardzo mi się podobają tato...
szalenie mi się podobają...
i moja stopa też tu jest
no, kocham te bąbelki
aura w sam raz na romantyczny spacer..
więc wróciliśmy na basen, Szymek po przepłynięciu rundki
próbuje podtopić mamę
znów bąbelki
ognicho na ośrodku
w trzeci słoneczny dzień młody siedział w piachu
ponieważ muszelek nie było, zbierał patyki
mama wiking a Szymek pirat
przed burzą kopał za dwóch...
badał strukturę piachu
i konsystencję źdźbeł trawy morskiej
to była największa atrakcja
i nieopisana radość
gołe stópki mieć w piasku sypkim
niebo burzowe nade mną, a pod nóziami piach
rybackie łajby tuż obok
sama rozkosz
Marta,jakie fajne foty! Ja tu widzę całkiem fajne wakacje :) No a basen w hotelu - bomba! Ja też chcę do jaccuzi!!!
OdpowiedzUsuń