poniedziałek, 17 maja 2010

Urlop pod deszczową chmurką


Po takim urlopie na usta ciśnie się tyko jedno: NARESZCIE W DOMU !!! Nie, żeby było aż tak źle, ale według mojego założenia, taki urlop dwutygodniowy bierzemy po to aby:

a)  się wygrzać 
b)  odpocząć
c)  się najeść bez gotowania
d)  się nabyczyć po wszystkie czasy za cały następny rok

I o ile punkty c) i d) zostały zaspokojone, że tak się wyrażę " w całkowitości" o tyle a) i b) budzi pewne wątpliwości. Warum? Statystyki mówią same za siebie:

- ilość dni słonecznych na 14 spędzonych nad morzem: ino 4, przy czym z reguły świeciło tylko przez połowę dnia, druga połowa była ponura i zimna
- średnia temperatur: 9-11 stopni C. , brrrrrrr
- ilość wyjść na plażę bez kurtki: 2
- ilość wyjść na plażę BOSO:  1 (!!!!!!)
ponadto temperatura zewnętrzna zmusiła kierownictwo ośrodka do grzania w kaloryferach pełną parą i dzięki Bogu bo były by to najzimniejsze wakacje w moim życiu.
Wróciliśmy bladzi, ja zmarźnięta, a Szymek z nowymi dwiema górnymi dwójkami.
 Ale mimo wszystko kilka pozytywów, ja-pesymistka aż do bólu zdołałam wyłowić:

- Szymek nawdychał się jodu, że hej, bo ponoć w taką pogodę fruwa go najwięcej i to na wysokości pół metra od ziemi, czyli do Szymkowego nosa akurat.
- Na bolączki związane z pogodą mogliśmy taplać się w basenie, Szymek odkrywał bąbelkowy świat jakuzzi a tatuś Tomuś oddawał się relaksacji saunowej - jednym słowem SPA na całego.
- Po raz pierwszy w życiu mieliśmy okazję zostać wymasowani ciepłymi kamieniami, co było szalenie relaksujące i kojące po kolejnych mżawkach, deszczach i wietrzyskach. Polecamy gorąco !!!!!
- Wędzonych kabanosków rybnych zjadłam ja za cały rok. Pyszne !!!!!
- A i z mężem spędziłam czasu za cały nadchodzący jego brak po powrocie do pracy.

Naszą pogodę ponoć sponsorował islandzki wulkan - pies go drapał, znów zbieramy na zagraniczne tropiki, a tu kilka fot z polskich Las Palmas ;) :


 pierwsze wejście na plażę

Szymek zaraz skosztuje piachu

z falą w tle 

 taki ubiór obowiązywał przez resztę pobytu

 Szymek szykuje się do kapieli

pływak gotowy, do startu, gotowi, start.... 

o ile tu bąbelków 

 one bardzo mi się podobają tato...

szalenie mi się podobają... 

i moja stopa też tu jest

no, kocham te bąbelki

aura w sam raz na romantyczny spacer.. 

więc wróciliśmy na basen, Szymek po przepłynięciu rundki 

próbuje podtopić mamę 

 znów bąbelki

ognicho na ośrodku 

w trzeci słoneczny dzień młody siedział w piachu

 ponieważ muszelek nie było, zbierał patyki

mama wiking a Szymek pirat 

 przed burzą kopał za dwóch...

badał strukturę piachu 

 i konsystencję źdźbeł trawy morskiej

to była największa atrakcja  

 i nieopisana radość

 gołe stópki mieć w piasku sypkim

 niebo burzowe nade mną, a pod nóziami piach

 rybackie łajby tuż obok

 sama rozkosz






1 komentarz:

  1. Marta,jakie fajne foty! Ja tu widzę całkiem fajne wakacje :) No a basen w hotelu - bomba! Ja też chcę do jaccuzi!!!

    OdpowiedzUsuń