I kto dostał te klocki? No kto? Nikt inny tylko tatuś Tomuś. O tym, że mój mąż miał nadprzyrodzone zdolności już w przedszkolu i budował takie rzeczy, że pani przedszkolanka zostawiała je na podłodze, żeby pokazać rodzicom, to ja już słyszałam przed ślubem. Ale wczoraj jak mi łeb pękał i panowie zajęli się sobą na podłodze, to mi kopara opadła.... aż do tej podłogi. Były domki ze schodami i oknami, mosty, mosteczki, wieże... a na koniec dla odzwierciedlenia chyba tęsknoty za wakacjami, podróżami i oderwaniem się od rzeczywistości powstała cała baza lotnicza: wieża kontroli lotów, wóz bagażowy, schodki, no i sam samolot. Tatuś w pocie czoła dobierał klocki kolorami, wciskał, dociskał a Szymuś tylko czekał na efekt końcowy....żeby móc wejść i wszystko rozwalić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz