Dla niewtajemniczonych 10. marca minął okrągły rok (chociaż chyba nie taki okrągły - bez jednego dnia skoro teraz mamy rok przestępny) jak Szymcio olśniewa ten świat swym promiennym uśmiechem i bywa, że zagłusza swoim donośnym krzykiem w złości na fakt pozostawienia go w łóżeczku. Dnia 10. marca odśpiewaliśmy mu z Tomkiem "100 lat 100 lat" o poranku - patrzył na nas jak na idiotów. Ale w końcu się uśmiechnął, bo skoro i tak cała uwaga skupiła się na nim to było git. Powtórkę z rozrywki mieliśmy w sobotę. Tatuś szalał cały piątek w kuchni, więc goście byli dłuuuuugo zajęci przy stole a Szymuś mógł w spokoju i nieco na boczku rozpracowywać to, co otrzymał od babć, dziadków, cioci i wujków. Co prawda był trochę zdziwiony, że każdy wchodzi odpicowany, wypachniony a w dodatku ma dla niego jakiś pakunek - niemal taki duży jak on. Ostatecznie skoro w końcu po kilku godzinach przygotowań, odkurzania, ustawiania i ciągle na nowo wyznaczanych mu stref "tu nie wolno wchodzić", teraz w końcu pozwolono mu w spokoju robić co chce, a chciał tylko dłubać w prezentach - był usatysfakcjonowany.
Szymkowy arsenał zabawkowy poszerzył się o dwa pojazdy i klocki. Na razie pojazdem nr 1. jest motoro-rowero-pchacz z mnóstwem funkcji hałasujących. Poza tym tato uzbroił imprezę w baloniki, serpentyny i gwizdki, więc było naprawdę hucznie. Z tym że baloniki pękały same ot tak w najmniej spodziewanych momentach, co groziło zawałem serca a na dźwięk gwizdka z rozwijaną harmonijką Szymek dostawał spazmatycznego płaczu i zmiatał do mamy lub taty na kolana, wiec pozostaliśmy przy serpentynach i czapeczce jubilatka. Żarcie było pyszne, goście chyba zadowoleni, a Szymuś niechaj nam rośnie zdrowo i wesoło.
Uśmiech na zdjęciu u góry mnie rozbroił :)
OdpowiedzUsuń