czwartek, 3 marca 2011

Łazienka dawniej i dziś czyli o pewnej fobii

Nad zamieszczeniem tego posta zastanawiałam się chwwwwwilę, bo... no cóż chwalić się nie wypada, Ameryki nie odkryłam, właścicielką pensjonatu w górach też nie jestem, ani nowego lokum do urządzenia za hiper kredyt hipoteczny też nie nabyłam (Dzięki Bogu!), ale co tam chwalić się będę, bo przecież nabyłam/-liśmy ostatnio kilka nowych wnętrz.
Poza tym jako fanka Extreme Makeover : Home Edition i Dekoratorni nie mogę oprzeć się pokusie zarchiwizowania "przed" i "po" remoncie. I tak też uczynię poniżej.

Dawna łazienka była największym koszmarem dla mnie, ponieważ obfitowała w pająki - te duże, na cienkich  i długich nogach. Jak zwisały z sufitu w okolicach lampy to robiły monstrualne cienie na przeciwległych ścianach, które zresztą po 2 latach mojego wybijania zrobiły się całkiem w paćkach różnych odcieni (w zależności jaką gazetą, czy kapciem ubijałam danego pająka) a sufit z dawną bielą nie miał już nic wspólnego. Ponadto pod wanną zionęła czarna dziura, do której wszystko skopywaliśmy przez lata, a do której każdy brzydził się wsadzić ręki. I z tej dziury te pająki wyłaziły moim zdaniem. I z wentylacji - też w tragicznym stanie.
Po którymś z kolei spotkaniu bliskiego stopnia z długonogimi, miałam już schizę i wejście do łazienki zaczynałam od dokładnych oględzin ścian i sufitu, a w wannie już się nie kładłam, bo tam, gdzie była głowa, też ział otwór, z którego mogły wyjść pająki.

Teraz mamy śliczniusią, nowiusią łazienkę, w której osobiście mogłabym mieszkać. Bez żadnych dziwnych dziur i otworów. I dla mnie to jak przesiadka z Trabanta do Mesia, zresztą:

deska pod wanną - to barykada przeciwko pająkom i innym "ciekawostkom" np. szczurom z piwnicy

białe półeczki a la głęboki PRL - nasza jedyna powierzchnia odkładcza w starej łazience

maskowanie rur, a raczej jego brak :(

W zasadzie historia tych brązowych płytek jest dość istotna i historyczna- dziadek jechał po nie aż do Bolesławca maluchem i ponieważ, jak przyjechał fabryka była jeszcze / już zamknięta to nocował u "dobrych gospodarzy" i na drugi dzień wracał do Zielonej swoim Fiatem 126 P, załadowanym po brzegi tym brazowym szkaradztwem. 

kaloryfer żeliwny, zakała matek raczkujących i wstających dzieci, na tym Szymek nabił sobie pierwszego, poważnego guza



A tu już stan obecny, zapraszamy pod prysznic :)
 




1 komentarz:

  1. niesamowita zmiana, w baterii prysznicowa się zakochałam ! jak ja uwielbiam "przed i po" :)))

    OdpowiedzUsuń