sobota, 19 marca 2011

O pewnych poszukiwaniach

Całą sobotę szukaliśmy ...dzika. Tak, tak, ni mniej ni więcej tylko dzika. Szymek jest właśnie na etapie repertuaru z "Akademii Pana Kleksa" i szlagieru "Dzik jest dziki" i od środy obiecujemy mu, że w sobotę pojedziemy zobaczyć dzika. I sprawa byłaby prosta - 5 km za Zieloną Góra jest zajazd, gdzie trzymają oswojone dziki, ale pech chciał, że niedawno je wywieźli gdzieś dalej. Podobnie sprawa ma się w pobliskiej leśniczówce w Ochli.
Rozczarowanie małego Buczera nie miało granic: "Nieeeee maaaa...,nie maaaaaa..." "Dzik???? Mama nieeee maaaaa....." Zjeździliśmy okolicę wzdłuż i w szerz w poszukiwaniu dzikiego lub oswojonego dzika.
Sprawa była na tyle poważna, że z braku owego zwierzęcia w promieniu 30 km dookoła miasta, gotowi byliśmy pojechać nawet pod Gorzów do świerkocińskiego Zoo- Safari, ale po telefonie do przyjaciela okazało się, że to otwierają dopiero pod koniec kwietnia. Cóż, do zoo we Wrocku trochę za daleko, więc odpuściliśmy, ale jakieś zwierzątko musiało z tej wycieczki wyniknąć. Wróciliśmy więc pod dom do stadniny przy kościele:

radość i zadowolenie po 2 godzinach spędzonych w samochodzie na poszukiwaniach dzika

 mina a la "foch" za to, że już wracamy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz