No a królestwo wzięło się stąd, że ni mniej ni więcej od czterech dni nasz tygrys posiada swoje osobiste lokum. A było to tak:
najpierw mama Marta ujadała i zrzędziła przez dwa miesiące, żę należy zrobić mały romoncik. Potem wujek Robert i ciocia Jola zdopingowali tatusia i on sam pewnej niedzieli rejtanowskim gestem zdarł stare tapety i wziął się za ów remont. Ponieważ sprawa była wagi ciężkiej i dość poważna- pokój miał być przecież dla potomka, dziedzica tronu, syna pierworodnego itd., tatuś Tomuś postawił sobie za punkt honoru zrobić wszystko sam. Z pomocą wujka Roberta i jedo krzywej szpachli, ale zawsze to jednak samodzielnie.
Remont trwał bite 7 dni, z jednym-dwoma dniami przestoju na czas pracy sezonowej tatusia.
Po zdarciu tapet oczom naszym ukazał się koszmarny widok ścian z czasów PRL'owskich deweloperów:
Z dotknięciem ręki piach sypał się z tych ścian rzęściscie i niejednej trzeba było warstwy szpachli by ten piasek przykryć. Szpachlowali, szlifowali dzielnie do późnych godzin nocnych. Ale zwyciężyli. Z dumą i nieukrywaną ulgą nałaożyli pierwszą warstwę farby.
Potem nastąpiło klejenie odpadłych klepek podłogi, i koszmarne gzymsy regipsowe pod sufitem. Koszmarne - bo wymagające mnóstwa cierpliwości, pewnej wiedzy i sposobu klejenia. Ostatecznie-wiszą. Następnie wjechała wykladzina i sosnowe meble ze Złocieńca. I tak oto w tydzień pomarańczowa dziupla zawalona meblami, praniem i gratami wątpliwej przydatności, zamieniła się w królestwo tygrysa.
Huuuura!!
tygrys we własnej osobie
Jeszcze tylko wyszorować okno z resztek farby, firanki i będzie git.
Ofiarami tego ramontu padli:
odkurzacz (panowie zaciągnęłi nim pył za ścian i sprzęt "zawył" się na śmierć, tatuś Tomus uważa, że go wskrzesi, zobaczymy.....)
oraz drzwi (mamusia Marta koniecznie chciała je pomalować, ale farba okazała się być nieodpowiednią do drzwi akurat).
Kochana, nie wiem jak było wcześniej, ale efekt jest super! W 100% popieram eksmitowanie pomarańczu ze ścian ;)
OdpowiedzUsuń