czwartek, 30 września 2010

Królestwo tygrysa

Tygrys to oczywiście najmłodszy rodem - nasz syn. Bo a. jego fajwryt zabawką jest plastikowy tygrys, nie rozstaje się z nim na dłużej niż pół dnia (był okres,że z nim jadł, spał i spacerował), oraz b. sam zachowuje się jak tygrys - uparcie, walecznie, bywa wściekle i zajadle.
No a królestwo wzięło się stąd, że ni mniej ni więcej od czterech dni nasz tygrys posiada swoje osobiste lokum. A było to tak:
najpierw mama Marta ujadała i zrzędziła przez dwa miesiące, żę należy zrobić mały romoncik. Potem wujek Robert i ciocia Jola zdopingowali  tatusia i on sam pewnej niedzieli rejtanowskim gestem zdarł stare tapety i wziął się za ów remont. Ponieważ sprawa była wagi ciężkiej i dość poważna- pokój miał być przecież dla potomka, dziedzica tronu, syna pierworodnego itd., tatuś Tomuś postawił sobie za punkt honoru zrobić wszystko sam. Z pomocą wujka Roberta i jedo krzywej szpachli, ale zawsze to  jednak samodzielnie.
Remont trwał bite 7 dni, z jednym-dwoma dniami przestoju na czas pracy sezonowej tatusia.
Po zdarciu tapet oczom naszym ukazał się koszmarny widok ścian z czasów PRL'owskich deweloperów:




Z dotknięciem ręki piach sypał się z tych ścian rzęściscie i niejednej trzeba było warstwy szpachli by ten piasek przykryć. Szpachlowali, szlifowali dzielnie do późnych godzin nocnych. Ale zwyciężyli. Z dumą i nieukrywaną ulgą nałaożyli pierwszą warstwę farby.


Potem nastąpiło klejenie odpadłych klepek podłogi, i koszmarne gzymsy regipsowe pod sufitem. Koszmarne - bo wymagające mnóstwa cierpliwości, pewnej wiedzy i sposobu klejenia. Ostatecznie-wiszą. Następnie wjechała wykladzina i sosnowe meble ze Złocieńca. I tak oto w tydzień pomarańczowa dziupla zawalona meblami, praniem i gratami wątpliwej przydatności, zamieniła się w królestwo tygrysa.
Huuuura!!

tygrys  we własnej osobie

Jeszcze tylko wyszorować okno z resztek farby, firanki i będzie git.



Ofiarami tego ramontu padli:
odkurzacz (panowie zaciągnęłi nim pył za ścian i sprzęt "zawył" się na śmierć, tatuś Tomus uważa, że go wskrzesi, zobaczymy.....)
oraz drzwi (mamusia Marta koniecznie chciała je pomalować, ale farba okazała się być nieodpowiednią do drzwi akurat).

1 komentarz:

  1. Kochana, nie wiem jak było wcześniej, ale efekt jest super! W 100% popieram eksmitowanie pomarańczu ze ścian ;)

    OdpowiedzUsuń