czwartek, 5 sierpnia 2010

Zakochany kundel

Właśnie spędzamy tygodniowe wakacje nad jeziorem Drawskim, z babą Daną i wujkiem Alkiem, bez taty, dziadka i cioci. Miejscówka jest dość nietypowa: mieszkamy na terenie hodowli psów. Bo i pies jest z nami i on ma tu raj na ziemi..... choć nie do końca. Średnio co dwa dni zjeżdżają tu na pokrycie cieczne suczki, merdając naszemu biednemu psiakowi pupami przed nosem. On teoretycznie nie może "reprodukować", bo choć jest czystej krwi, papierów wystawowych nie ma i z tego powodu kiepski z niego kandydat na ojca. Ale czasami, gdy główni "zapylacze" farmy dają ciała i zwykłym czworonożnym śmiertelnikom coś się skapnie, odrobina przyjemności w pieskiej, nudnej codzienności.
I tu rozpoczyna sie dramat, bo nasz pies okazuje sie być delikatnym romantykiem, ceniącym sobie kokieterię i rozbudowaną grę wstępną, a to nie zawsze trafia w psie gusty. Zamerdał nasz biedak ogonem, puszczony ze smyczy skakał koło damy, okrążał ją w radości, tu musnał, tam liznął. Zanim zabrał się do rzeczy chciał smyrnąć ją delikatnie w uszko jedno i drugie .... i to był niewybaczalny błąd - warknęła, charknęła i tak zakończył się wieczór miłosny.
Leżał potem bidulek pół dnia pod drzwiami i skomlał, smutno zawodził psią pieśń złamanego serca.
Bo suczka ponoć tak ma, jak raz ofuknie, to już nie ma co próbować z tym samym samcem. Pod tym względem świat ludzi jest chyba zakochanym łaskawszy. Uczucie czasem płata figle, zmienia zapatrywania....


Kumple z wybiegu
Zdjęcia ze strony: http://www.poldiable.pl/


a to już Szymuś na podzamczu rozdaje buziaki

tour de ruina zamczyska


   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz