środa, 7 kwietnia 2010

O samotnym wieczorze niesamotnych matek

Okazuje się, że nie tylko baba na wychowawczym ma parcie na rozrywkę bez dziecka. Tatusiowie również, chociaż ani nie karmią, ani nie przewijają, ani tym bardziej nie robią stu rzeczy na raz z równą mamusiom częstotliwością. No tak, ale psychicznie ojcostwo im jednak w jakiś sposób doskwiera, bo oto po roku czasu skrzyknęli się do kupy aby zadośćuczynić swym męskim tęsknotom - filmy w HD, Blu-ray'e i tym podobne dziwactwa w dolby surround koniecznie. Mój mąż był tak przejęty tym wyjściem, że aż się teściowej pochwalił i trąbił od tygodnia, że wtorek wieczór........  to on ma akurat zajęty. W rzeczony wtorek, który okazał się środą z przyczyn technicznych, z wypiekami na polikach, niczym pies puszczony ze smyczy z "Harnasiem" w ręku i wyrazem lekkości i relaksu na twarzy udał się na umówione miejsce. Z tym psem to bardzo metaforyczne- taka nasza babska obserwacja - jak z nich czasem jeszcze gównarzerstwo wychodzi i wychodzić będzie. I chyba za to ich lubimy. Ta nieopisana radość - " ale ja dzisiaj wychodzę..."
I tak siedzę sobie sama. Z miejsca zdarzenia mam na bieżąco relacje, że to dolby dudni i że panowie płęć damską wywalają z seansu, no bo jakaś zawsze na miejscu musi być do kontroli. Zjadłam samotną kolację, obejrzałam You can dance w samotności, teraz sobie sama poprasuję, włożę ciepłe kapcie, wypiję kakałko - nuda z serii co robią kury domowe w papilotach. I poczekam ..... na opowieści o dżwięku najwyższej jakości, mistrzowskiej grafice i o tym, który z tatusiów pierwszy zasnął w trakcie seansu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz