Dla Szymka dzisiejsza przejażdżka była dziewiczą rowerową. No cóż..... Jakoś super zachwycony to on nie był, siedział grzecznie aczkolwiek kasku nie dał sobie na łepek założyć. Klepał ojca po pupie, rzucał zdawkowe "dddaaaa", a na wysokości stajni cmkoał i ćumkał jak rasowy koń. Kolorowo zaczęło się na huśtawce skąd Szymka po pół godzinie zdejmujemy siłą, odginając paluszek po paluszku, kurczowo zaciśnięte na poręczy. Po takiej akcji Szymczysław wyje, łzy się leją jak grochy a dziki okrzyk rozpaczy tłucze sie echem między blokami. Na prawdę nie wiem skąd w moim synu takie zamiłowanie do huśtania? Piaskownica nie, zjeżdżalnia też nie, małpi gaj tym bardziej ale huśtawka.... - to jest coś na czym Szymek mógłby siedzieć od świtu do nocy a nawet spać. Wszystkie dzieci przebywające na placu zabaw wraz z Szymkiem muszą sie liczyć z tym, że na huśtawkę raczej się nie dostaną, bo mogą wyć i zawodzić, dreptać dookoła w zniecierpliwieniu - Szymek nie zlezie.
I tak oto my okropni rodzice zabralismy go z tego przybytku majtania nogami w powietrzu, w cieniu wielkiego kwitnącego drzewa.
A oto dokumentacja fotograficzna tej rowerowej wycieczki:
Wyruszyli w drogę, niestrudzeni rajdowcy, mama idzie obok z całym oprzyrządowaniem (kask, cieplejsza czapka, bluza, chustki, chrupki, aparat)
zblazowani wycieczkowicze
(mama z wywieszonym jęzorem biegnie obok)
tam stoi mama, patrzymy na mamę
o .. a tam są fajne dziewczyny
no popatrz mamo, naprawdę są fajne
Szymek zauważył huśtawkę.....
wypuśćcie mnie w końcu na tę huśtawkę..... !!!!
jak ja chcę się tam huśtać !!!!!!!
nooo i o to chodziło
i tu mógłbym pozozstać.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz