czwartek, 24 listopada 2011

Rozmówek ciąg dalszy

Dzieci są jak małpki - odbijają i powtarzają nasze gesty, słowa, miny......

*Stoję w łazience i kątem oka widzę jak Szymek w sypialni dobiera się do kremu do rąk - oczywiście spora ilość wyleciała na podłogę. Szymek jakby tego nie widząc, smaruje łapy dalej. Wchodzę do pokoju i zaczynam pokrzykiwać - Co tu się dzieję, dlaczego taki bałagan, trzeba to powycierać.......
Szymek na to wywracając oczami ku niebu:
-No.... taaakaa plama sie tu zlobila no.... nie wiadomo kto to zlobil, nie wiadomo.......

(pewnie "samo sie" wylało na tę podłogę)

*Rozbieramy się po przyjściu z dworu, młody miał na sobie pierwszy dzień nowe zimowe buty, jesienne ponoć go obcierały.
Mama: - I co Szymuś, fajne te butki są, wygodniejsze od tych starych?
Szymek, znudzonym głosem: - No...., raczej tak.

(Aha, i wszystko jasne)

*Tomek zdenerwowany coś tam pokrzykuje do mnie w kuchni, Szymek przybiega, ciągnie go za rękaw:
 - A tata ksycy, a dlacego?

*Próbujemy nauczyć Szymka, żeby zasypiał sam, tłumaczę mu, że ma otwarte drzwi, słyszy tatę oglądającego telewizor a ja w pokoju obok prasuję, jak skończę, to do niego przyjdę.
Podczas gdy prasuję co chwilę słychać nawoływania: - Mama, chooooodź!!
Odpowiadam: - Za chwilę, misiu, musisz jeszcze troszkę poczekać....
Po godzinie słychać tupot bosych stóp. Szymek wyłania się z ciemności z miśkiem pod pachą, mruży oczy:
- Mama, skoncyłaś jus?  

*Mlody bawi się sam w pokoju, prowadząc monolog:
-Ubiez kapcie, nie ubiore... ubiez mówie, zimno jesk pseciez!

(?! aż taka upierdliwa jestem z tymi kapciami?)

*Wracamy do domu:
Sz: - Idziemy do taty.
M: -Nie misiu, idziemy do domku, a tata do nas później przyjedzie.
Sz: - A co tata robi właściwie?

(właściwie synku jest w pracy)

*Śpiewam Szymkowi na dobranoc piosenkę "Góralu, czy ci nie żal"
Sz: - A co to gólal jesk?
Tłumaczę, że góral to taki pan co mieszka w górach i co to są góry - wysokie, duże, z lasami i polanami i skałami i że można na nie wchodzić i z nich schodzić.
Sz:- I skakać tak!!!
M: - Nie skakać nie wolno, bo góry są bardzo duże i wysokie, i żeby na nie wejść trzeba iść cały dzień na nóżkach.
Szymek chwilę myśli, po czym: - No.... to nie uda sie.

Ciąg dalszy piosenki "A góral na góry spoziera i łzę rękawem ociera"
Sz: - A co to ociera jesk?
M: - To jak ty wycierasz rękawem buzie po jedzeniu to się nazywa ocierać się.
Sz: - To tak nie wolno robić!

(brawo synku, trzeba chusteczką, żebyś ty to jeszcze w czyn wprowadził...)

*Wracamy do domu
Sz - Idziemy do dziadka Cysia i Ijonki zobacyc piec.

(dziadka Krzysia i babci Iwonki)

1 komentarz:

  1. posikałam się przy historii z ocieraniem :D a co takiego fascynującego jest w piecu u dziadków?

    OdpowiedzUsuń