poniedziałek, 23 lipca 2012

Rozstania

Właśnie przeżyliśmy dość dziwny tydzień - tydzień bez Szymka. Po raz pierwszy od trzech i pół roku byliśmy po prostu sami, jak za czasów narzeczeństwa. Wracałam po pracy o 15-tej i nie wiedziałam co robić.....nic nie musiałam robić....nic odgrzewać, gotować, prać, sprzątać, iść do piaskownicy.....high life.
To bardzo dziwne uczucie tak nic nie musieć i mieć taaaaki zapas wolnego czasu po południu- człowiek najpierw, zaraz po pojawieniu się dziecka, nie może się przyzwyczaić do tego, że czasu w ogóle już nie ma, że wszystko trzeba w biegu i najlepiej trzy rzeczy naraz, a tu nagle taki luz.....

No więc ...umyłam okna, zaczęłam czytać książkę, pomalowaliśmy pokój Szymka, odwiedziliśmy kilku znajomych. Obiadu nie ugotowałam ani razu...jeheeee, no tylko w sobotę. A i spróbowałam swoich sił na ściance pod Świdnicą.
A młody siedział z babcią Iwonką i dziadkiem Cysiem pod Helem. Wrócił opalony i zadowolony i mieliśmy wrażenie, że najbardziej stęskniony za drugim pudłem klocków lego (jedno pudło miał ze sobą nad morzem).

Wrócił. Po uściskach wlazł do swojego pokoju:
- OOOOO, nowe ściany mam... to ja się chwilkę pobawię dobze? klockami się pobawię, tu mam pudło....a jeszcze jedno było, gdzie ono jest?   (było z nim nad morzem) 

Mieliśmy mu na drugi dzień przewiercić jeszcze jedną półkę:
- Wy już remoncików tu nie róbcie, w kuchni sobie zróbcie, a tu już nie - zniecierpliwiony, że jeszcze pokój jest nieczynny do zabawy.

Poza tym lato mija, raczej zimno i raczej deszczowo. Urlop mieliśmy w tynkach i gipsach, a miało być Chorwackie morze.......... może kiedyś........

2 komentarze:

  1. Ale generalnie było fajnie, czy tęskno? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. teraz jest dopiero teskno- mlody drugi tydzien garuje nad jeziorkiem z dziadkami a mama na wyjezdzie projekciki trzaska :(

    OdpowiedzUsuń